Chciałabym opisać moją historię z tego roku. Mam obecnie 37 lat, natomiast w ciąży byłam 36latką. W domu zdrowy 11 latek. W ostatnich 2 latach 2 poronienia, ciąże zatrzymane w około 6 tygodniu. Badania genetetyczne nasze nic nie wskazały, prócz uszkodzonego u mnie genu MTHR. To miala być ciąża ostaniej szansy. Więcej strat bym nie przeżyła. 8 stycznia badania prenatalne. Strach ogromny. Podczas badania wszystko dobrze, przeziernosc, kość, serduszko. Byłam taka szczęśliwa dopóki nie usiadłam na fotel by podsumować z panią doktor wyników. Tu załamanie. Ryzyko ZD 1:145.
Niestety biochemia bardzo słaba: Papaa 0.64 Mom
Wolne bHCG 2.68 Mom
No i wiek (36), więc bardzo wysokie ryzyko ZD. Lekarka powiedziała mi, że albo zrobię amniopunkcję i będę wiedziała na 100%, albo badanie wolnego DNA i będę wiedziała na 99.9%.
Te wiadomości mnie totalnie załamały, wyszłam z gabinetu i zrobiłam od razu test Sanco. Wielkie nerwy i wynik po 3 dniach.. niskie ryzyka. Ogromną radość, która trwała kilka dni jedynie. Konsultowałam wynik z moją ginekolog. Doradziła bym skonsultowała wynik z genetykiem. Skonsultowałam i on powiedział, że przy takim ryzyku tylko amnio.
Tak się bałam zrobić to badanie, balam się poronienia. W końcu umówiłam się na 3 terminy. Będąc w IMIDzie już 3 razy stchórzyłam i wróciłam do domu. W końcu za 4 razem zrobiłam. Po badaniu bałam się poruszyć w łóżku żeby nie poronić. Wyniki amnio z mikromacierzami po 10 dniach.. kariotyp prawidłowy męski... Radości nie da się z niczym porównać. Choć ta trauma została ze mną do końca ciąży..
W lipcu przyszedł na świat mój zdrowy i przecudowny syn.
Z Wami wszystkimi łącze się myślami. I życzę Wam wszystkim zdrowych dzieciątek
PS pomogła mi Nowenna Pompejańska. Czyni cuda.