Hej dziewczyny,
Mam 46 lat i chcę podzielić się moją historią.
W lutym 2024 obudziłam się z silnym, piekącym bólem
sromu.
Ginekolog stwierdziła, że to
grzybica, i przepisała mi maści oraz tabletki dopochwowe. Po tygodniu bez poprawy zaczęła się moja tułaczka po lekarzach i lekach…
W lipcu trafiłam do Charité na konsultację. Lekarz, po próbie octowej, rozpoznał liszaj twardzinowy i przepisał Clobetasol. Niestety, po maści było jeszcze gorzej. Kolejna wizyta zakończyła się decyzją o pobraniu wycinka. Przez tygodnie nie mogłam chodzić, a przez miesiące miałam zaburzenia czucia. Wynik: lichenoidalne zapalenie. Przepisano mi Dermovate, Deumavan i Linola Fett.
Sterydy nie pomogły, więc zmieniano leczenie, ale bez skutku. W grudniu zrobiłam drugi wycinek – wynik: przewlekły stan zapalny, brak liszaja.
Byłam u wielu lekarzy, każdy mówił co innego – diagnozy się wykluczały. Nie wiem, komu ufać ani jak się leczyć.
Od roku nie śpię przez ból, nie mogę normalnie chodzić ani siedzieć. Boję się, co będzie latem. Srom jest czerwony, wygląda jak poparzony, a lekarze odsyłają mnie jeden do drugiego…
Minipigułki bez estrogenu nie pomogły. Maść estrogenowa powodowała silne pieczenie. Protopic, Advantan, E***l – wszystko pogarszało sytuację.
Od stycznia biorę Pregabalinę i Amitryptylinę. Na początku było trochę lepiej, ale od trzech tygodni ból znów jest nie do wytrzymania.
Nie wiem, co dalej…
Uważajcie na siebie!
Pozdrowienia z Berlina