Wulwodynia
Czy są tu kobiety meczące się z tym dziadostwem?
U mnie jest podejrzenie właśnie wulwodynii z objawami łechtaczkowymi.
Dwa miesiące temu zaczęło się od delikatnego świądu łechtaczki, pobolewania podbrzusza i odcinka lędźwiowo-krzyżowego. Następnie pojawiło się również ciągnięcie w okolicy całej miednicy, częstsze parcie na mocz.
W końcu poszłam do ginekologa, bo uznałam, że może to jakieś zapalenie przydatków, czy coś takiego. Chociaż było to u mnie bardzo mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
Lekarz stwierdził, że no najprawdopodobniej zapalenie przydatków. Zrobiłam Morfologię, badanie moczu, CRP, Beta HCg, posiew z pochwy i kanału szyjki macicy, oczywiście USG ginekologiczne.. nic nie wyszło. Zero. Wszystko idealnie.
Mimo to dostałam całą baterię leków. Antybiotyk, leki przeciwbólowe, przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze. Wzięłam wszystko. Objawy bez zmian.
Nadal lekkie pobolewanie podbrzusza, jakieś takie miednicowe bóle i ciągnięcia. Ból pleców na dole i ta nieszczęsna łechtaczka.. pulsuje, jest pobudzona i wywołuje cały czas uczucie parcia na pęcherz.
Szlag mnie trafi.
Idę za 3 dni zbadać progesteron, bo ponoć może on mieć jakiś wpływ na te objawy (miewam też od 1,5 roku lekkie brązowe plamienia tuż przed miesiączką) i lekarz coś wspominał, że niedomaganie progesteronu może powodować takie dolegliwości.
Czy macie dla mnie jakieś rady? Proszę o pomoc, jak mogę sobie ulżyć lub jakie badania dobrze by było jeszcze zrobić? Czekam na kolejną wizytę u lekarza ale ta łechtaczka mnie wykańcza. Czy jakaś maść z lidokainą może tu pomóc?